6. Praca dla siebie i koło siebie

Ognisko tratowaliśmy jak nasz „drugi dom”. A w domu każdy ma swoje obowiązki. Dziadek przypominał nam w każdym swoim „kazaniu”, że nic w życiu nie ma za darmo. Dlatego tak ważne były obowiązki, które wykonywaliśmy na rzecz ogniska. Każdy ogniskowiec w ciągu tygodnia miał jakiś dyżur do wykonania i w ten sposób rozliczał się ze swoich obowiązków wobec ogniska. Oprócz zwykłych dyżurów zdarzały się prace ekstra, do których zgłaszaliśmy się „na ochotnika”. Dla podkreślenia znaczenia pracy w życiu ogniskowym przytoczę historyjkę, w której odegrałem pewną rolę.

Zdarzyło się to w Świdrze w roku 1957, w trakcie trwania ciężkiej zimy. Akurat w Świdrze zjawił się Andrzej P. – nowy, nieznający jeszcze zwyczajów ogniskowych, wychowawca. Zwrócił się do mnie i mojego kolegi Lolka M.,16-latków, z prośbą przekazaną od „Dziadka”, czy nie zgodzilibyśmy się przez dwa tygodnie na zmianę pełnić nocne dyżury w kotłowni, bo zachorował palacz.

Przez dwa tygodnie dokładaliśmy w nocy węgiel do kotła i pilnowaliśmy właściwej temperatury, a rano jeździliśmy do szkoły do Warszawy. Gdy powrócił palacz, nasz dyżur się skończył i wychowawca zapytał mnie (a była to, jak się później okazało, jego własna inicjatywa), co chcę otrzymać za tę pracę? Bardzo zdziwiony tym pytaniem odpowiedziałem, że nic. Na dalsze nalegania, abym jednak coś wymienił, powiedziałem, że może być czekolada. Wychowawca naciskał dalej, mówiąc: „Jak to, Lolek chce sweter, a ty tylko czekoladę!” Wtedy, bardzo niechętnie, wykrztusiłem, że może być koszula. Zapewne Lolek doszedł do swetra w podobny sposób.

Jeszcze tego samego dnia wezwał nas do swojego pokoju „Dziadek”. Kilka minut chodził przed nami z założonymi do tyłu rękami. Nic nie mówił, a my cały czas staliśmy na baczność. Na koniec odezwał się urywanymi słowami, z wielkim rozgoryczeniem: „Pętaki! We własnym domu zapłata! Sweter! Koszula! Niczego was nie nauczyłem?!” Gorycz biła z jego twarzy. Staliśmy jak wbici w ziemię. Nie pamiętam, jak wyszedłem z tego pokoju. Wprawdzie koszulę dostałem, ale nie była to już moja ulubiona koszula.

Bogusław Homicki

Z imieninami ,,Dziadka” związana jest piękna anegdota.

Gdy już nie było wśród nas naszego wspaniałego pedagoga, a nadal corocznie spotykaliśmy się na jego imieninach, gościła wśród nas wdowa – Maria Lisiecka „Babcia”. Na jednym z takich spotkań nasz dobrze ustosunkowany kolega, dziennikarz Marek H. oznajmił, że jest w stanie szybko doprowadzić do przemianowania ulicy Starej, przy której mieściło się (i nadal się mieści) największe i ostatnie założone przez ,,Dziadka” ognisko „Starówka” na ulicę Kazimierza Lisieckiego. Gdy ktoś zgłosił wątpliwość, że będzie to trudna sprawa, bo na Starym Mieście nazwy są historyczne i ich się nie zmienia, wtedy niezrażony tą trudnością Marek H. stwierdził, że w takim przypadku doprowadzi do nazwy dwuczłonowej, czyli ulica będzie nosiła nazwę: Stara-Lisieckiego. Nastąpiła krótka cisza, podczas której usłyszeliśmy głos ,,Babci”: – „Stara Lisieckiego to ja jestem!” Wybuchł ogólny śmiech, po czym do dzisiaj ulica Stara nie zmieniła nazwy i żadna inna ulica w Warszawie nie przyjęła nazwy naszego Patrona. Cieszy nas jednak fakt, że główna aleja Parku Praskiego nosi imię Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”.

B.Homicki


3. Trochę Lata zimą (opowieść wierszowana o letnich obozach w Świdrze, lata 1960.)

Poranny – na obozie
Jest z nami jak strumyk płynący.
Szemrze głośniej przy przeszkodach.
Zawiruje zakręci jak  woda w rzece Świder
i na łące trawy, las i pogoda.
Przy grupie  Piast Kołodziej opodal namiotów
stąpał dostojnie paw…
Echo i drzewa podchwyciły trąbki zew
Pobudka wstać….tra ta tata…aaaaaaa
Ryk od rana….
– ferajna psia krew, pobudka wstać!
Panowie głodni życia, ze snu wyrwani
Sportowcy,Traperzy, ,Piastowie, Rycerze, Polanie
Razem, Panowie, zaśpiewajmy:
Nieee masz to jak na obozie...

Niedziela, obóz w Świdrze willa „Agatka”
„Dziadek” na ganku….
Podparty łokciem
w charakterystycznej pozie
spode łba filuje
Och tak; Tak jak sokół sięgał okiem
Ustalić potrafił w zamyśle taktykę
w rytm ulubionej jego pieśni „Wśród ryku burzy”
A sternik patrzy na masztu szczyt.
Rychło i jutrzni zabłyśnie świt… 

By nauka nie poszła w las
robota nasza i  śpiewne wołanie…
do dziś jest, jest w nas  I tak mam jest 
Czy leje deszcz, czy zimno na ulicy…
Fasonu nikt nie traci z nas… **
….Marzeniem naszym letnie są obozy…
…dlatego serca się radują,
że się spełniły nasze sny!

Na placu Obozowym
Komendant: Do Apeluuuu… Stań!!!
Panowie i Koledzy?  …. Porządek Jest?
* Flaga na Maszt!
Do Hymnu!
Rota – M. Konopnickiej „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”
* Spocznij………….Zdrowi wszyscy?…………Na śniadanie?! Marsz!

* . .”Nieee masz to jak na obozie”
….w oddali …deszcz ubranie wypierze wiatr wysuszy
nie ma się też czego bać  (bis)

Autor: Wiesław Andrzej Ochocki, Ogniskowiec -Starówka

w tekście użyto: pogrubiona czcionka: nazwy grup na obozach dzieciaków – którzy wybierali określali się ( w siedliskach – szczepach )

Czcionka ukośna: fragmenty z tekstu popularnych pieśni i piosenek wychowanków – „Ogniskowców ”

Panowie – chłopcy  Koledzy- wychowawcy, opiekunowie tutaj grup. „Dziadek” – Kazimierz Lisiecki –  Pedagog – Dyrektor  i Założyciel Ognisk ” Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy” (TPDzUl)  Ognisko Świder ul. Mickiewicza 23 willa „Agatka”

Wiesław Andrzej Ochocki Adres: Białystok  ul. Dubois 5A http://wieslawochocki.pl/