Imieniny Dziadka 2020 – Cz. I

Z tygodniowym poślizgiem bo nie w pierwszą a w drugą niedzielę marca, jednocześnie rzutem na taśmę, bo za chwilę zapanował wirus COVID-9, odbyły się doroczne Imieniny Dziadka, Kazimierza Lisieckiego – patrona ognisk Impreza zgromadziła jak co roku ciągle liczne grono oryginalnych wychowanków Dziadka oraz, co nas niezmiernie cieszy, kilkudziesięcioro dzieci i młodzieży, obecnych wychowanków ognisk i klubów noszących imię naszego Patrona
Poniżej przedstawiam mowę wygłoszoną podczas mszy świętej przez Tadeusza Knyziaka – wychowanka Ogniska Praga z lat 50/60. obecnie również poetę piszącego pod pseudonimem Coobus

Szanowni Państwo, zebrani tu dziś wychowankowie i wychowawcy  połączeni wspólnotą ogniskowej pamięci i wdzięczności.

To już czterdzieste czwarte marcowe spotkanie na uroczystej mszy świętej, w intencji naszego patrona i przewodnika – Kazimierza Lisieckiego „Dziadka. Dzień jego imienia stał się naszym wspólnym świętem.

Jeśli sięgniemy pamięcią wstecz, a wielu z nas nawet do wczesnych lat pięćdziesiątych, w dniu imienin Dziadka zbieraliśmy się przy nim, by okazać wdzięczność i szacunek. Szerokie grono małych i większych urwisów. Przygotowywaliśmy prezenty i część artystyczną. To był dla nas najważniejszy dzień roku. Dziadka nie ma już z nami. Na emeryturę odszedł w 1971 roku, pięć lat później zmarł. Tradycja imieninowych spotkań nie zanikła, wręcz odwrotnie.  Od dnia jego śmierci, a więc już od czterdziestu czterech lat, wywołujemy Dziadka za sprawą corocznej mszy świętej, by skupić się przy nim pamięcią i modlitwą. Skupić się wokół człowieka, którego dobre serce i opiekuńcza determinacja dały każdemu z nas zdrowe podstawy dorosłego życia. Gdybyśmy tego nie doceniali, nie byłoby kontynuacji tej tradycji, i nie byłoby nas dziś na tej mszy.

Dzień imienin Kazimierza  jest wciąż tym samym świętem, podczas którego towarzyszą nam chwile radości i zadumy, a przede wszystkim wspomnienia.  Materiał na wiele życiorysów, kształtowanych zasadami i naukami, jakie dano nam na drogę. Te zasady braterstwa i ulicznego honoru wkuwaliśmy niemal codziennie jak mantrę. Nosimy w swoich sercach i pamięci zapis tzw. kazań Dziadka, w których uczył nas szacunku dla samych siebie i otoczenia, miłości do rodziny własnej i ogniskowej, pracowitości, uczciwości, honoru. Uczył też, że w życiu nie ma nic za darmo, Powtarzamy dziś za nim „Oddaj, coś wziął”. Wzięliśmy dużo, mamy tego świadomość, jak również świadomość tego, że potrzebujących, którym my możemy coś dać, jest wokół wciąż bardzo dużo.  Prosta zasada rodzinnego domu, jakim było ognisko, polegała na tym, że każdy z nas miał swoje prawa i obowiązki. Brał, dostawał, ale też  sam dawał coś od siebie. Wkład pracy umownie nazywaliśmy dyżurami, od których nikt nie uciekał.

W czasie I Wojny Światowej Dziadek Lisiecki sam zasmakował bycia bezdomnym sierotą. Poznał namacalnie smak nędzy i głodu. Wykształciło to w nim sens i cel dalszego życia, które poświęcił biednym i zagubionym dzieciom ulicy, tworząc im dom. To prawda, byliśmy dziećmi ulicy. Niektórzy także gazeciarzami. Z osobistych doświadczeń pamiętam, że ta forma radzenia sobie z biedą,  przenosiła się jeszcze nawet w lata powojenne.

Pod czujnym i przyjaznym okiem „Dziadka” powstała wielka rodzina ogniskowa, której my tutaj obecni, jesteśmy dowodem. Rodzina ta stale powiększa się o nowe placówki, nowych wychowanków i przyjaciół.

 Oddając hołd Dziadkowi, wspominamy również jego najbliższych – małżonkę Marię Lisiecką „Babcię” oraz ich córkę Barbarę Pilecką i syna Andrzeja. Rodzinę Dziadka, a zarazem naszą rodzinę. Babcia, Dziadek, Ciocia, Stryjenka, Wujek, Stryjek, to autorytety ogniskowej wspólnoty, której członkami wciąż się czujemy, i chociaż wielu dawnych wychowanków i wychowawców już odeszło, to przetrwała pamięć i wdzięczność ze strony tych, którzy jeszcze pozostali i tych, którzy mimo że pojawili się później, stali się beneficjentami wypracowanych przez Dziadka form opieki i pomocy.

 Pozwólcie, że zacytuję fragment wiersza mojego autorstwa, wspomnieniowej refleksji, będącej konfrontacją tamtych lat  z przemyśleniami dnia dzisiejszego

(…)na ulicy Stalowej podwórka niby wciąż te same
tylko nie ma już bujającego nad głowami nietoperza
gromadka dzieci nie podążą za czarodziejem
ożywiającym gazowe latarnie
z okien zniknęły słoje z malinami zwieńczone białą koroną cukru
z okiennych poduszek wycofały się stare kobiety

 na Środkowej pod numerem dziewiątym
stuletni drewniany dom modli się o szybką i bezbolesną śmierć
na którą my najbliższa jego rodzina
i przeciwnicy architektonicznej eutanazji
nigdy się nie zgodzimy(…)

Mowa tu o Ognisku na Pradze, o jednym z wielu Ognisk, ale każde z nich jest bogate we wspomnienia.  Wszystkie piaskownice dzieciństwa są piękne i ważne. To z nich się wywodzi nasza dzisiejsza tu obecność.

Grono byłych wychowanków i wychowawców zmniejsza się każdego roku. Na corocznych mszach świętych wymieniamy kolejne nazwiska tych, którzy w ostatnim czasie odeszli. Dziś pożegnajmy ciepłym wspomnieniem kolejnych ogniskowców.
W marcu zeszłego roku zmarł Stanisław Wroniak, nasz kolega, przyjaciel, aktywny działacz Koła Byłych Wychowanków, znany i bliski każdemu z nas. Miesiąc później podążył za nim jego młodszy brat, Stefan Wroniak. Miał krótszą przynależność ogniskową, nie wszyscy go pamiętają. Dla mnie osobiście to dwie bratnią dusze, z tej samej klatki schodowej, z minionego już świata podwórek i trzepaków.

we wrześniu zmarł również kolejny wychowanek Ogniska Praga z tamtego okresu, Grzegorz Zieliński. Podobnie jak Dziadek, Babcia i członkowie ogniskowej rodziny, którzy są już po tamtej stronie, nasi koledzy proszą teraz o modlitwę i wieczną pamięć.

Non omnis moriar. Tę maksymę Horacego, tłumaczoną jako – nie wszystek umrę, można odnieść do tych, których przy takich okolicznościach wspominamy. Bo  niby nie ma ich już z nami, a przecież wciąż są, bo pozostają w naszej pamięci. Cieszmy się więc dzisiejszym świętem  wspominając to co było i wspierając to, co się z tej tradycji utrzymuje w obecnych ogniskach

Tadeusz Knyziak – Coobus