Wychowanie przez sztukę

W założonych przez Kazimierza Lisieckiego „Dziadka” ogniskach, zwanych obecnie ogniskami wychowawczymi, od początku ich istnienia, obok otoczenia dzieci opieką i zapewnieniem podstawowych potrzeb socjalnych wielką wagę przywiązywano do sprawy wychowawczych. Jak wiemy, głównym celem wychowawczymi jest wykształcenie u wychowanków właściwych postaw etyczno-moralnych i zachowań przygotowujących ich do dorosłego, samodzielnego życia. W latach siermiężnej biedy i ważne było wdrażanie młodych ludzi do pracy i odpowiedzialności za swoje zachowanie i czyny. Dlatego termin „wychowanie przez pracę” miał swoje uzasadnienie i praktyczne zastosowanie. Dzisiaj, gdy wychowankowie ognisk przychodzą tu z innych powodów niż bieda w rodzinie, obok tych podstawowych kierunków znanych z pedagogiki Kazimierza Lisieckiego (wartość pracy, poczucie własnej wartości, honor, patriotyzm)   należy dostrzegać i rozwijać w wychowankach ognisk wartości i umiejętności tzw. wyższe. Do takich wartości należy zaliczyć wychowanie przez sztukę, które jest jednocześnie dążeniem do zainteresowania wychowanków tzw. kulturą wyższą.

 

Za chwilę rozszyfruję powyższy termin ale już na początku zadam prowokacyjne pytanie: Czy w pracy wychowawczej z młodzieżą prowadzone są w ogniskach zajęcia z kultury wyższej?

 

Być może tym pytaniem przysporzę sobie nieco osób, które uznają to pytanie za pytanie z gatunku tych niewygodnych, jednakże, ten temat dręczy mnie od wielu lat dlatego je wreszcie stawiam. Zwłaszcza mając w pamięci wiele ciekawych inicjatyw na tym polu z lat mojego ogniskowego  i po-ogniskowego życia.

Zanim odezwą się moi Szanowni Kierownicy i Wychowawcy, przybliżę nieco faktów historycznych z ogniskowego dorobku i spróbuję podsumować to, co ja wiem na temat wyższej kultury w ogniskach obecnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele, więc tu będzie możliwość przedstawienia przez wychowawców swojego aktualnego dorobku na tym polu w placówkach noszących imię Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”.

 

Do kultury wyższej zaliczamy głównie muzykę, śpiew, teatr i, w szerokim rozumieniu – zajęcia plastyczne, wśród których poczesne miejsce zajmuje malarstwo. Oczywiście wiemy, że nie każda muzyka i nie każdy śpiew spełnia warunki pozwalające  zaliczyć je do kultury wyższej. Podobnie jak nie każdy obraz a nawet nie każdy teatr będzie można nazwać sztuką. Jednakże jako placówki zajmujące się wychowywaniem młodzieży, kształtowaniem ich postaw i szukaniem dla nich najlepszego zajęcia w dorosłym życiu mamy szansę a nawet obowiązek wyławiać spośród tej młodzieży talenty, które niewątpliwie są w każdym środowisku i w każdej grupie społecznej. Dlatego właśnie w każdej placówce edukacyjnej (szkolnej i pozaszkolnej) zajęcia z tzw. kultury wyższej są lub powinny być prowadzone.

 

Każde ognisko jest w posiadaniu co najmniej kilku książek ukazujących historię ognisk od ich powstania w latach 20.ub.wieku do czasów obecnych. Możemy znaleźć tam wiele przykładów istnienia różnych form kultury takich jak zespoły muzyczne czy teatr lalek, dlatego pominę w tym tekście dorobek ognisk do lat 1970.

 

Historia  Ogniska  „Starówka”  ściśle  związana  jest  też z budynkiem Starej Prochowni, do której „Złoty Klucz” otrzymał „Dziadek” Lisiecki od władz miasta w roku 1967. Sam budynek miał jakąś wewnętrzną magię bo inspirował pracujących tam wychowawców i przebywającą tam  młodzież   do ciekawych  a  nawet arcyciekawych artystycznych zainteresowań.  Chyba  zadomowił się  tam  na stałe „duch” poprzednich użytkowników Prochowni – Jerzego Grotowskiego, który rokrocznie bywał tam ze swoim wrocławskim Teatrem Laboratorium i dawał spektakle, czy też „duch” Wojciecha Siemiona, znanego aktora, propagatora polskiego folkloru, dyrektora Teatru „Stara Prochownia”.  M.in.  w  roku  1972  rozpoczęła  działalność  Galeria  Sztuki  Dzieci i Młodzieży, która była prowadzona przez wychowawcę Stanisława Kołsuta i to on pierwszy w ogniskach rozpoczął z młodzieżą  profesjonalne zajęcia malarskie. Galeria działała do 1992 r.  Z tego okresu pamiętamy wielkie obrazy dzieci, które były rozwieszane na  korytarzach  i  zachwycały  wchodzących  do  Ogniska  Starej  Prochowni. Rodzice  zaczęli  przyprowadzać  dzieci  też  z  uwagi  na rozwiniętą plastykę   i   zajęcia  teatralne. Za  tym  szły  konkursy  ogólnopolskie i  międzynarodowe, w których przedstawiano prace dzieci z Ogniska Stara Prochownia – z sukcesami. Inna spektakularną działalnością Ogniska „Stara Prochownia” był, założony prowadzony przez Eugeniusza Makowskiego przez ponad dwadzieścia lat teatr pantomimy Opty. Do tych niewątpliwych sukcesów na polu działalności artystycznej należy dodać odbywający się rokrocznie w Ognisku Świder od 33 lat Festiwal Piosenki. (Czy ten Festiwal będzie trwał nadal okaże się  już na wiosnę.).

 

Z powyższego, pobieżnego zestawienia wynika, że ogniska „Dziadka” Lisieckiego także w latach już po odejściu „Dziadka” na emeryturę, do początków obecnego stulecia mają ładną i chlubną kartę działań na polu wyżej wspomnianej kultury wyższej.

 

W latach od początku obecnego wieku działań, na miarę tych wyżej wymienionych, może jest mniej ale w większości placówek są podejmowane, obok plastyki, działania z ceramiki artystycznej, mozaiki czy też batiku. Świetną informacją była też ta, że ZOW trzy lata temu  pozyskało na ćwierć etatu, do pracy na stanowisku instruktora plastyki, absolwenta warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, dyplomowanego artystę malarza i rzeźbiarza – Pana Tomasza Supryna. Pan Supryn pochodzi  Dolnego Śląska i przed kilkunastoma laty pracował już w ognisku Muranów jednak sprawy rodzinne spowodowały, że musiał powrócić w swoje strony. Obecny jego powrót do Warszawy i sentyment do pracy z dziećmi doprowadził do ponownego zatrudnienia w naszych ogniskach. Efektem jego  pracy było trzy wystawy prac malarskich wykonanych przez dzieci, m.in. w Ognisku Ursynów, Grochów i Praga. Mam nadzieję, że te dziecięce prace zostały gdzieś zachowane, bo może wśród autorów tych prac kryje się odkryty właśnie talent, który koniecznie należałoby rozwijać i wspierać. W każdym razie tego typu wystawy mają olbrzymi walor wychowawczy, gdyż dziecko, widzące swoje nazwisko  i wystawioną pracę staję się bardziej pewne siebie i docenione dziecko, chce  i stara się zasłużyć na dalsze wyróżnienia.

Nie wątpię, że te moje uwagi dla wychowawców są oczywiste. Tyle, że ciągle nęka mnie wątpliwość, na ile są stosowane w codziennej praktyce wychowawczej? Pytanie to stawiam znowu prowokacyjnie, bo wróble ćwierkają, że z powodu oszczędności nie przedłużono umowy z Panem Suprynem ? Być może Pan Supryn jest niepotrzebny, bo w ogniskach są inni, może nawet lepiej wykształceni i z lepszym dorobkiem artystycznym, instruktorzy. Tego nie wiem, ale bardzo chciałbym rozpocząć tym artykułem dyskusję w środowisku wychowawców ognisk na temat podjętego tu tematu wychowania przez sztukę. Gorąco namawiam wychowawców – pokazujmy dokonania swoich podopiecznych, chwalmy ich,  pomagajmy w odkrywaniu i rozwijaniu ich talentów, bo one są każdym człowieku tylko trzeba je odkryć.

 

Pozdrawiam wszystkich wychowawców, kierowników ognisk i dyrektorów obecnych ognisk „Dziadka” Lisieckiego Panią Joannę Judzińską i Pana Jarosława Adamczuka.

 

Bogusław Homicki