Wspomnienie o Marku Jasińskim „Zorro”

marek

A gdy zmęczenie w proch cię zamieni, powiedz dobranoc dla Matki Ziemi

Marek Jasiński, z wiersza „Cud w przestrzeni”

Śp. Marek Jasiński

Nasz przyjaciel, ogniskowy Kolega zaznaczył się w życiu naszej społeczności w sposób szczególny.

Tylko sam Marek potrafiłby znaleźć piękne słowa, których mi brakuje aby aby opisać osobę Marka i Jego doczesne życie.

Kim był ?  W jaki sposób zaznaczył swoje istnienie na planecie Ziemia?

Już we wczesnym dzieciństwie stracił ojca i jego mama stała się głównym filarem rodziny, utrzymując Marka i jego pięcioro pozostałego rodzeństwa. Matka stała się podporą i drogowskazem wskazując czym jest rodzina i wiara w życiu każdego człowieka. Jako dziesięcioletni chłopiec Marek jak też, nieco później, jego młodsi – brat Jurek i siostra Ania trafili do Ogniska na Muranowie, które szybko stało się dla nich tym prawdziwym drugim domem. Tęsknota za ogniskową rodziną będzie wyrażana przez Marka w różny sposób przez całe jego późniejsze życie.

On nigdy nie zabiegał o reflektory, poklaski, nagrody. Zawsze skromny, taktowny, przyjacielski. Swoją kulturą osobistą i taktem zjednywał sobie przyjaciół nawet wśród obcych ludzi. Dla mnie i innych kolegów-ogniskowców Marek pozostał bohaterem. Bohaterem w wielu wymiarach. Jeszcze jako ogniskowiec wyróżniał się ogromną siłą i odwagą. Często w ulicznych bójkach bronił swoich słabszych kolegów i stąd zyskał przydomek „Zorro”.

Żyjąc w Ameryce, dokąd wygnały Go pokrętne losy polskiej historii, duszą i myślą był ciągle w Polsce. Często zasypywał mnie pytaniami co tam dzieje się w naszej organizacji. Czy nie potrzebujemy pomocy finansowej. Ale obok tej konkretnej troski wysyłał do Kraju też urokliwe wiersze i prozę wyrażające tęsknotę za Ojczyzną a także za naszym środowiskiem wychowanków ognisk Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”.  To w dalekiej Kalifornii powstawały dwa pierwsze tomiki poezji: „Przez ocean” i „Dookoła świata w poezji”. To stamtąd wysłał piękny esej zatytułowany „Kazik w niebie”, w którym opisuje jak „Dziadek” Lisiecki zbiera do butelki łzy dziecięce. „Rozdawałem mleko a zbierałem łzy; smutne, gorzkie, radosne, ciche, żałosne, piskliwe – ledwo byś usłyszał, że tam dziecko chlipie. … Bo te łezki to jak woda święcona w kościele”. W poezji Marka Jasińskiego można znaleźć wiele innych, podobnie przejmujących, alegorii.

Po latach Marek powrócił do Kraju i do swoich kolegów. Ale teraz Jego serce rwało się do córek Alicji i Barbary, które już tam, gdzie były, zaczęły układać swoje dalsze życie. I tak po latach powstał jeszcze trzeci zbiór wierszy „Poezja miłości”, w którym Marek wyraża tęsknotę za swoimi bliskimi. Najpiękniejsze wiersze przeczytamy o Oleńce i Maksiu – wnuczkach, do których Jego serce rwało się bezsilnie, również  „przez ocean” tylko w przeciwną stronę.

Każdego zmarłego z naszego grona Marek żegnał na swój sposób – wierszem. Marku, chociaż głęboko wyryłeś się w naszej pamięci, kto dla Ciebie dzisiaj napisze wiersz?

Żyjąc sprawami naszej organizacji Marek Jasiński zainicjował i doprowadził do nazwania ulicy w Łomiankach, przy której mieści się Jego dom, imieniem Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”. Czyż trzeba większego pomnika dla swojego wielkiego wychowawcy?

Marku, drogi Przyjacielu, niech dobry Bóg pozwoli Ci usiąść obok siebie i posłucha Twoich mieszanych opowieści o śmierci, o ludziach, o przyrodzie o ukochanej żonie Halince, córkach Ali i Basi a także o Oleńce i Maksiu. Nie wątpimy też, że spotkasz tam wszystkich swoich kolegów-ogniskowców, których tak pięknie wcześniej żegnałeś.  Ale przede wszystkim spotkasz naszego wspólnego „Dziadka” Kazimierza Lisieckiego. Powiesz mu wtedy żeby  nie martwił się pozostawionymi na Ziemi Jego chłopakami, bo chociaż wiele się zmieniło to ogniska nadal trwają i ciągle trwa w ogniskach pamięć o ich Wielkim Założycielu.

B.H.